piątek, 21 września 2012

ostatni raz


Jestem tak nieludzko smutna, że przybrało to postać czystej formy teatru, stary, ja jestem już trupem, nie widzisz, kurwa, nie widzisz tego? Jak bardzo wczułam się w rolę, wykreowaną postać, że nikt nie widzi, nikt, kurwa, chociaż trochę, prześwit tego co jest rzeczywiście, nie udźwignę tego monumentu, tak przerażającego strachu, że brakuje mi słów, brakuje metafor, przypowieści, biblia pauperum smutku dla ubogich, życie intymne robaków, nie umiem już tego zabić, chociaż chyba o to chodziło, sprawdzić jak mogę nagiąć granice wytrzymałości. Stop, stop, kurwa, zatrzymaj to, żadna laleczka już nie tańczy, jest mi zimno i leżę na lodowatej podłodze w kuchni płacząc tak, jak nie płakałam od lat, płaczę za całe życie, jak nigdy, wcale nie jest mi wszystko jedno, mimo to wszystko mi jedno. Mogę przestać być sobą, wtedy nie zostanie ze mnie już nic, co można będzie wytrzeć mopem z białej glazury, po czterdziestu dniach hedonistycznego postu nadeszło wybawienie w postaci skończ to, kurwa, skończ już, jeśli faktycznie nic nie jest bardziej takie jakie jest. Nawet już nie potrafię nic napisać.

 HEJ COŚ SIĘ STAŁO WYGLĄDASZ JAKBYŚ BY ŁA SMUTNA NO POWIEDZ CO SIĘ STAŁO WYGADAJ SIĘ NO WIDZĘ ŻE COŚ JEST NIE TAK EJ CO SIĘ STAŁO? JAK TO NIC PRZECIEŻ WIDZĘ ŻE COŚ NIE TAK CHODŹ USIĄDZIEMY NO MÓW SZYBKO CO JEST.